Nie rozumiem dlaczego tu mowa jest o upokarzającej procedurze? Upokarzającej dla kogo? Dla tego, kto rezygnuje. Osobiście nie uczestniczyłem jeszcze nigdy przy składaniu aktu apostazji, ale jeżeli już ktoś się na ten akt decyduje to:
1. najczęściej ksiądz nie robi żadnych problemów, bo boi się, że usłyszy wszystkie te epitety, które przewijają się przez powyższe wypowiedzi niewierzących;
2. ksiądz ewentualnie zada pytanie o pewność podjętej decyzji;
3. do Kościoła nie zapisuje nikogo państwo i zasadniczo państwo nie jest zainteresowane twym wyznaniem (co innego proboszcz, bo musi płacić od każdego mieszkańca - UWAGA MIESZKAŃCA! NIE KATOLIKA!!! podatek) i pewnie dlatego stosuje się prawo kościelne nie świeckie (państwowe);
4. jeżeli uznajesz, że jesteś niewierzący, to po co ci wypisywanie się z czegoś, w co nie wierzysz - wszak w krasnoludki tez mało kto wierzy, a jeszcze się nie zdarzyło, by ktoś złożył w urzędzie akt niewiary w krasnoludki;
5. spiesz się, bo już niedługo (pod wpływem pogłębionej interpretacji nad niezatartym znamieniem chrztu) akt apostazji jako wystąpienie z Kościoła może się stać niemożliwy;
6. wypełnienie jednego papieru przy dwóch świadkach to naprawdę nieskomplikowana procedura - wyobraźcie sobie załatwianie wypisu z Kościoła w ZUS-ie

Na koniec jeszcze jedna refleksja - dlaczego większość osób niewierzących, czy ateistów (których szanuję, zresztą sam mam znajomych wśród nich) zachowuje się jak antyteiści czyli atakując i obrażając Kościół, lub bardziej jego instytucję. Wiem, poranieni, rozczarowani - jestem w stanie to zrozumieć, ale tych, którzy doznali osobistych zranień jest naprawdę niewielu. A reszta? Moda? Brak własnego zdania i pęd owczy za tym co mówią inni? Ofiary medialnych wiadomości - bo w mediach o Kościele raczej dobrze nie zwykło się mówić, co nie jest zgodne z prawdą (każdy obiektywnie myślący to przyzna). Powód (odbiegając od tematu) widzę jeden: politycy mają chrapkę na pieniądze kościelne - to ostatni portfel na którym nie położono łapy. Ktoś napisał powyżej, że KK to wrzód na państwie, to znowu w telewizji słyszę z ust SLD, że państwo nie będzie łożyć na Kościół - w sensie na księży nauczających religii, ale ale... dlaczego nikt nie wspomni ile państwo otrzymuje z ramienia Kościoła? Ile np. Kościół zatrudnia ludzi na plebaniach, w szkołach, przedszkolach, na KUL-u (gdzie studiować może każdy, bez względy na wyznanie), w poradniach i Caritasie itd? Ile rodzin dzięki temu ma co do garnka włożyć - o tym nikt nie wspomina. Ja nie jestem ślepy - swoje o Kościele, albo raczej kościele wiem, bo jestem księdzem i swoje widzę, a widzę więcej (proszę mi wierzyć) niż przeciętny wierny. Ale wiara w Kościół, a wiara w kościół to dwie różne sprawy. No! Dosyć tego bo się zagalopowałem. Pozdrawiam wszystkich i życzę powodzenia tym, co z Kościoła się "wypisują" - czekamy na was.