Skocz do zawartości

Zaloguj przez Facebook Rejestracja

Najnowsze tematy

Wyświetl nową zawartość »


  • Zamknięty Temat jest zamknięty
152 odpowiedzi w tym temacie

#141 ~gość~

~gość~
  • Goście

Napisano 19 maj 2013 - 13:32

Swojak - "wyglądasz" na inteligentnego człowieka i dobrze, że zgłosiłeś do usunięcia przytoczone wpisy, przy czym nie należą one do p. Czesława, bo chodziło Ci przecież o te kolorowo napisane anonimy z linkami, czyż nie?
Tu zaglądają także uczniowie tej szkoły, więc podawanie takich linków jest szczytem wszystkiego.

#142 zdziwiony

zdziwiony

    Swojak

  • Użytkownicy zarejestrowani
  • PipPipPipPip
  • 7237 postów

Napisano 19 maj 2013 - 13:56

Swojak - "wyglądasz" na inteligentnego człowieka i dobrze, że zgłosiłeś do usunięcia przytoczone wpisy, przy czym nie należą one do p. Czesława, bo chodziło Ci przecież o te kolorowo napisane anonimy z linkami, czyż nie?
Tu zaglądają także uczniowie tej szkoły, więc podawanie takich linków jest szczytem wszystkiego.

Zawsze się znajdzie ktoś, kto erupcjami swego intelektu musi zohydzić ciekawie rozwijającą się dyskusję. Podawanie takich wpisów jest rażącym naruszeniem netykiety. Niestety Moderator jest jeden, nie może wszystkiego ogarnąć, więc każdy internauta - obojętnie zarejestrowany czy Gość - powinien to zgłaszać. Dajmy razem odpór durniom wszelkiej maści. Dlatego trochę mnie zaskoczył post #147 podpisany jako @Czesław. Który o coś miał do mnie pretensje. Szkoda, że nie może zdobyć się na odpowiedź na kilka prostych pytań, które mu postawiłem.

#143 ~obserwator~

~obserwator~
  • Goście

Napisano 19 maj 2013 - 15:16

Zawsze się znajdzie ktoś, kto erupcjami swego intelektu musi zohydzić ciekawie rozwijającą się dyskusję. Podawanie takich wpisów jest rażącym naruszeniem netykiety. Niestety Moderator jest jeden, nie może wszystkiego ogarnąć, więc każdy internauta - obojętnie zarejestrowany czy Gość - powinien to zgłaszać. Dajmy razem odpór durniom wszelkiej maści. Dlatego trochę mnie zaskoczył post #147 podpisany jako @Czesław. Który o coś miał do mnie pretensje. Szkoda, że nie może zdobyć się na odpowiedź na kilka prostych pytań, które mu postawiłem.

co znaczy słowo netykiety?poprawiałeś błędy innych a tu co?

#144 zdziwiony

zdziwiony

    Swojak

  • Użytkownicy zarejestrowani
  • PipPipPipPip
  • 7237 postów

Napisano 19 maj 2013 - 15:54

co znaczy słowo netykiety?poprawiałeś błędy innych a tu co?

http://pl.wikipedia.org/wiki/Netykieta
"Obserwator" czy "Prowokator"? Czy tylko leń?

Użytkownik zdziwiony edytował ten post 19 maj 2013 - 16:04


#145 ~uczeńszkoły~

~uczeńszkoły~
  • Goście

Napisano 19 maj 2013 - 17:19

Nie podoba mi się ta szkoła. Wszystko schodzi na psy.

#146 ~Czesław~

~Czesław~
  • Goście

Napisano 19 maj 2013 - 21:11

Dalszy ciąg listu demaskatorskiego, w oparciu tym razem o ostatnią wywiadówkę w szkole w Lubczynie w dniu 18 maja. Jedynym zarzutem wobec dyrektorki ze strony rodziców, po burzliwym, ponad 3-godzinnym wiecowaniu i wrzaskach tych samych, zajadłych pań, była zbyt mała ilość zadań domowych i niekonsekwentne sprawdzanie ich przez niektórych nauczycieli oraz nieodpytywanie uczniów z poprzedniej lekcji. Też przez niektórych nauczycieli. Dyrektorka zapytała zaszokowana: "tyle wrzawy na pół Polski i zaledwie dwa postulaty?"
Wystarczyło, że nie "szczuły" rodziców osoby, które właśnie dopiero co odeszły. Z chwilą gdy zabrakło tego "żmijowego jadu", wielu rodzicom otworzyły się oczy, lub raczej otworzyła im dyrektorka, w dobitnym i pełnym pasji wystąpieniu. Niektóre osoby, najgłośniej krzyczące i posyłające najgorsze kalumnie, na koniec kajały się przed dyrektorką: "moje dziecko tak panią uwielbia!", "nauczyciele są wspaniali, fantastyczni, bardzo dobrze uczą".
Dyrektorka pytała wprost rodziców: "Czy były sprawdzane kanapki przeze mnie w szkole?" Odpowiedź brzmiała: "Raz była rozmowa z jednym dzieckiem na temat jedzenia wędliny w piątek, i to wszystko. Nigdy nie były sprawdzane kanapki. Żadne dziecko się nie skarżyło. To kłamstwo, co napisali".
Na pytanie rzucone z sali: "Dlaczego pani S. została zwolniona dyscyplinarnie?" dyrektorka skierowała się do osoby zainteresowanej: "pokaż teraz wszystkim tutaj, publicznie, papier o zwolnieniu dyscyplinarnym. Gdzie masz to zwolnienie dyscyplinarne?" Cisza. A więc kłamstwo wyszło na jaw.
Jedną z następnych poruszanych kwestii, którą udało się wychwycić w ogólnym harmidrze i jazgotliwym wrzasku, było: "Dlaczego w ogóle odeszło tylu nauczycieli?" Dyrektorka usiłowała się przebić z wyjaśnieniami, co chwila zakrzykiwana, w końcu powiedziała: "Na każdych studiach menedżerskich, wbija się do głowy, że w każdej firmie, która zaczyna działalność, panuje bardzo duża rotacja pracowników. Przedsiębiorca, który jest dobrze przygotowany do prowadzenia działalności, wie, że to jest jednym z głównych czynników, że firma przetrwa". Po czym dyrektorka nie zdołała dokończyć swojej myśli, ja jednak wiem dobrze, co chciała powiedzieć. Mianowicie, szef początkującej firmy, który nie będzie się kierował tą zasadą, będzie miał stale na karku rozmaitych "pozostawionych z litości", "obiboków", "wichrzycieli", "ambicjonerów", "oszczerców", itd. Którzy będą się zajmowali wszystkim, tylko nie pracą. I prędzej czy później firma splajtuje z tego właśnie powodu. Więc rotacja musi być, żeby odpowiednio dobrać pracowników. W tym konkretnym przypadku dyrektorka po prostu zlitowała się i pozostawiła niektóre nauczycielki "starej kadry", co później zemściło się na niej dokładnie, jak mówi przysłowie: "kto ma miękkie serce, ten ma twardą d…"
Dyrektorka nadmieniła również, że oceniać działalność każdej firmy można najwcześniej po trzech latach od jej rozpoczęcia. Wcześniej się nie da, bo następują różne wahania koniunktury, zmiany organizacji pracy, dopasowanie, zgranie zespołu, itd. To jest dopisek do tego, że wszyscy usiłują dobijać się o oceny uczniów z testów i sprawdzianów – już, natychmiast, po roku, czy półtora działalności.
Następna kwestia: "Czy uczniowie znają tabliczkę mnożenia?" Wielu rodziców było wręcz oburzonych, że taki zarzut padł, bo ich dzieci znają tabliczkę jak najbardziej. Według opinii niektórych rodziców, dzieci muszą wykuć tabliczkę na pamięć w domu, pod ich kontrolą, a nie czepiać się szkoły i dyrektorki. Kolejne kłamstwo wykluczone.
"Czy dzieci potrafią płynnie czytać?" Rodzice potwierdzili, że potrafią. Nie ma żadnych problemów. Kłamstwo wykluczone.
Dyrektorka przypomniała także, jak niski był poziom w starszych klasach, gdy przyszła do szkoły. Niektóre dzieci były dobrze przygotowane, ale dotyczyło jedynie tych, których rodzice bardzo dużo z nimi pracowali w domu.
Dwa lata temu generalnie dzieci były mocno zaniedbane, o czym świadczył taki incydent, gdy przyszła nowa anglistka. Podchodziła do każdego dziecka i witała się: How are you?… what’s your name? Dzieci nie potrafiły odpowiedzieć. Obecnie całkiem swobodnie mówią po angielsku i rozumieją.
To samo dotyczy matematyki i języka polskiego: na wejściu garstka dopilnowanych dzieci, które coś umiały, a większość z zaległościami jeszcze z edukacji wczesnoszkolnej. Obecnie jest to niebo a ziemia w porównaniu z tym, co było.
Konkluzja: rodzice nie widzą, lub są zmanipulowani, jakie są rzeczywiste postępy, nie tylko w zakresie wyników w nauce, ale zachowaniu oraz ogólnym wzmocnieniu psychicznym. Cały czas byli wprowadzani w błąd, tak jak w tych ulotkach na płotach, itp.

Dla kontrastu przykłady z innych, okolicznych szkół publicznych, prowadzonych przez "doświadczonych nauczycieli" (do których w każdej chwili rodzice mogą zabrać swoje dzieci).
Dzwoni komórka jednemu z dzieci. Nauczycielka, rozwścieczona, nakazuje wyjść z klasy i wrócić dopiero wtedy, gdy nasika na komórkę. Dziecko co prędzej wybiega i skrapia telefon wodą z kranu. Po czym wraca i słyszy następujący komentarz: "Gdybyś na nią nie naszczał, to kazałabym ci ją zjeść".
Następny przykład. Dziecko z jakiegoś powodu podpada nauczycielowi. Nakazuje mu więc przynieść lusterko, postawić na stoliku, po czym gapić się w nie przez 45 minut. Gdy czas mija, pada pytanie:
- „I co widzisz w tym lusterku?”
- „deb***a” – brzmi odpowiedź.
- „Bardzo dobrze”.
Inny przykład. Nauczycielka robi klasówkę, przedtem podchodzi do tablicy i pisze: "Kto ściąga na sprawdzianie, jest kretynem". Rozdaje kartki ze sprawdzianem, każe się podpisać, mówi: "czas, start" i siada na krześle... tyłem do klasy. Żadne dziecko nie ośmieliło się ściągać. Tak się wszyscy bali sadystki-artystki. Podobnych i innych przykładów można by przytoczyć bez liku.
Gdzie w tym czasie była gazeta? Gdzie byłeś, szanowny panie swojak z tym swoim wymądrzaniem się i, jak powiedział jeden forumowicz poprzednio:

"postępowy intelektualista, stoik, poda wam cykutę swoich socjalistycznych MONDROŚCI?"

No, przecież wiadomo, że pani Tarczykowska nic nie zrobi, bo prędzej by się zesmarkała, niż złego słowa rzekła o szkołach, w których pracują ona lub jej znajomi. Nigdy by nic nie powiedziała przeciwko swojemu szefowi, bo wyleciałaby z ciepłego fotelika z prędkością światła. Nawet nie kwiknie pan swojak, bo nie będzie kalał własnego gniazda, tak jak robią to oszczercy w Lubczynie.
Pan swojak zajęty jest sobą i najwyżej ceni swoje zdanie. Sam nie wie, czego chce, kręci się w kółko jak pies za własnym ogonem. Nie wiadomo, czy kiedykolwiek zrobił coś w życiu pożytecznego, poza tym, co sam o sobie napisał:

Ja się tylko wygłupiam - bo co pozostało? Napiszę na forum - może mi ulży.

Przekazuje nam jakieś niespójne i mętne wiadomości, których sam do końca nie rozumie. Myśli, że jest geniuszem w sprawach edukacji i wiary. Pozostaje chyba jednak w tym myśleniu osamotniony. Zadaje mi pytania na tematy religijne, czy inne, na które nie jestem w stanie odpowiedzieć, ponieważ jestem niewierzący. Czepia się mnie, jak rozhuśtanego trapezu, jak znów powiedział pewien autor, i szybuje ku wyżynom swojej pokrętnej filozofii. Dlaczego się nie czepisz sadystki-artystki?

Niech się wreszcie zdecydują ci, co upatrzyli sobie Lubczynę za obiekt szykan, czy chcą posyłać dzieci do tej, czy innej szkoły. Czy do jedynej placówki w okolicy, w której pracują wprawdzie młodzi nauczyciele, ale pełni pasji i zaangażowania? Czy wolą jednak posyłać do którejś z pobliskich szkół z bardzo "doświadczoną kadrą"? Z nauczycielami pracującymi "od gwizdka do gwizdka", z dobrą, jak na warunki krajowe, ponad 4-tysięczną pensją, ale odnoszących się do dzieci z pogardą i na zasadzie: "ja tu żądzę i najlepiej byłoby nam bez was". Niech posyłają do "kołchozów", gdzie w klasach jest po 25 dzieci. Gdzie nauczyciel nie potrafi ani zapanować nad dyscypliną, ani przekazać jakąkolwiek wiedzę w wymaganym czasie i tak, żeby wszystkie dzieci zrozumiały, a nie zaledwie dwoje lub troje.
Niech posyłają do szkół, w których powszechny jest strach, stres i poniżanie dzieci. Gdzie są szykanowane i bite przez inne dzieci. Gdzie są bezbronne dzieci słabsze, zaniedbane lub zbyt zadbane, słabo uczące się lub „kujony”, ciche lub wrzaskliwe, itd.
Niech posyłają dzieci do szkół, w których nikt się nie interesuje, co się dzieje na przerwach. Tam panuje nieopisany hałas, jak porównano w jakichś badaniach, o decybelach zbliżonych do startu odrzutowca z lotniska. Na korytarzach trwają niekończące się przepychanki, bieganina. Wskutek tego dzieci nie mogą się skupić potem na lekcjach, prowadzonych metodą "podawczą" (tablica-kreda-podręcznik-zeszyt-długopis). Odczuwają silny dyskomfort psychiczny z powodu ciągle powracających złych wspomnień z dopiero co przebytej, koszmarnie nudnej lekcji.
Po powrocie do domu, dzieci zmuszane są do wielogodzinnego ślęczenia nad książkami i zeszytami, bo przecież panie nauczycielki mnóstwo zadają do odrobienia.
Nie rozumie się, że dziecko tak samo czuje jak dorosły, gdy po 8-, czy 12-godzinnym dniu pracy, chce po prostu odpocząć. Dorosły więc nie "przywleka roboty do domu", tylko zajmuje się tym, co jest mu potrzebne, albo niepotrzebne. Natomiast dziecko, nie z własnej woli, "przywleka szkołę do domu" i wszyscy uważają, że tak jest w porządku.

Skąd się wzięła więc ta wrzawa o małą, zapomnianą szkołę, niemal na końcu świata? W której dzieci normalnie się uczą, są szczęśliwe, nie są zmuszane do żadnych modlitw i mają wyraźne postępy w nauce? Czy trzeba być aż tak ślepym i głuchym, żeby nie widzieć i nie słyszeć, o co tak naprawdę chodzi? Czy nie jest widoczne gołym okiem, że troska o dzieci w tych paszkwilach, przypomina, jak to powiedział pewien autor, "szukanie pulsu w protezie"?
Czy nie jest zastanawiający fakt, że tumult wszczęto po mniej więcej 2 latach od wejścia nowej dyrektorki do szkoły? Czekano przez 2 lata aż szkoła sama upadnie. Jednak gdy się okazało, że szkoła nie tylko nie pada, ale się rozwija, to dopiero wtedy zaczęto rozrzucać ulotki po śmietnikach i wydzwaniać po wszelkich możliwych instytucjach. Oczywiście anonimowo, skrycie, ze starannie ukrywanym celem: "byle wsadzić tutaj d… i potem się zobaczy". Bo przecież wakacje nadchodzą szybkimi krokami i za chwilę rozwieje się marzenie o wsadzaniu d… oraz likwidacji lub przejęciu szkoły. Dzieci wraz z rodzicami wyjadą gdzieś i nie będzie po prostu kogo "szczuć", ani kim się wysługiwać.

Dlaczego nie weźmie się jeden z drugim do roboty i nie "zawalczy" o upadające szkoły w kraju, których liczy się na setki, o ile nie tysiące? I mieszkańcy błagają, żeby ktoś je przejął. Niech tam pokażą, co potrafią zrobić w przeciągu 1,5-2 lat. Niech budują od podstaw zabagnioną edukację, opartą na rodzinnych układzikach i intrygach. Gdzie dziecko przyjaciółki, koleżanki, żony (niepotrzebne skreślić) "błyszczy", bo ma przyjaciółkę nauczycielkę, a zarazem dyrektorkę. A reszta to "śmieci" i "hołota". Gdzie sensem życia i największą atrakcją jest obmowa i plotkarstwo. Gdzie matką oszczerstw jest zazdrość, a córką próżniactwo.
Niech nie lezą "na gotowe", bo powinęła im się noga i upatrzyli sobie kolejną ofiarę swojej nienasyconej zachłanności, tylko niech zaczną od zera.

#147 ~ojciec~

~ojciec~
  • Goście

Napisano 19 maj 2013 - 21:56

A mi się nie podobało to "spotkanie" które miało przecież być zebraniem rodziców z wychowawcami a nie pyskówką z dyrektorką jaką było. Strata czasu, bo jeśli się nie umie rozmawiać z ludzmi tylko zatwardziale słucha samego siebie to niczego się nie wyjaśni. To się tyczy tak ponoć wykształconej dyrektorki, która powinna być dla rodziców przykładem a nie wrzeszczeć na nich w odpowiedzi na ich krzyki i twierdzić "gdybym Was słuchała to już dawno poszłabym na psy" albo coś w tym stylu.
Niektóre matki mówiły o czymś a dyrektorka o czymś zupełnie innym.

A ktoś się mnie zapytał czy się zgadzam by moje dziecko chodziło na te spotkania w trakcie przerw i słuchało niewiadomo czego? nawet nie wiedziałem, że takie spotkania się odbywają i że moje dziecko jest zmuszane do bycia na nim. Ja posłałem dziecko do publicznej szkoły.

Dyrektorka nas po prostu nie szanuje, nie bierze pod uwagę naszego zdania tylko myśli, że pozjadała wszystkie rozumy i wprowadza swoją koncepcję, którą tak na dobrą sprawę zna tylko ona.
I tak za jakiś czas znów będzie robiła to samo, bo to taki typ człowieka. No chyba że się mylę i wyciągnie jakieś wnioski i się czegoś nauczy.

#148 ~Gość~

~Gość~
  • Goście

Napisano 19 maj 2013 - 22:26

Ojciec mówi dokładnie tak samo jak od dawna mowila pani wicedyrektor chyba to ktos od niej. Mi się podobało ze moglam sie dowiedziec o co chodzi a jak komus nie to mogl wyjsc.Dziekuję panie Czesław rozjasnił mi pan jeszce więcej teraz wiem o co chodzi.

#149 zdziwiony

zdziwiony

    Swojak

  • Użytkownicy zarejestrowani
  • PipPipPipPip
  • 7237 postów

Napisano 20 maj 2013 - 00:50

Dalszy ciąg listu demaskatorskiego, .....

List, który kilka kwestii wyjaśnia ale @Czesław, zamiast zwyczajnie odpowiedzieć, z uporem przypisuje mi rolę, której nie
pełnię. Bierze mnie za kogoś, kim nie jestem. Dobrze, że choć przeczytał moje wcześniejsze posty. Przytacza i komentuje zdania wyrwane z kontekstu, z postów nie do niego adresowanych. Te, które skierowałem do niego, zbywa pogardliwym milczeniem. Odpowiedź na stawiane "starej kadrze" zarzuty można znaleźć bez trudu w ustawie emerytalnej. Dziś może to @Czesława nie interesować, ile traci pracownik zwalniany na kilka - dosłownie - lat przed nabyciem praw emerytalnych. I ma o co walczyć, jeżeli musi. Nie wiem tylko, dlaczego zmusza się kogoś do walki o swoje. Swoje - w sensie - gwarantowane przez ustawę. Nie ja pisałem ustawy, nie do mnie pretensje. Każdy chyba już wie, co kryje enigmat "rotacja pracowników". Wiem dobrze, jakim balastem dla gmin jest nieszczęsna "Karta Nauczyciela". Szkoda tylko, że na studiach menadżerskich nie uczą, że ma się do czynienia z LUDŹMI. I jak ludzi należy ich traktować. Możliwe, że pani dyrektor sama odczuje, jak to jest być potraktowanym jak zbędny grat, którego trzeba sie pozbyć by zastąpić nowym. Co nie zmienia faktu, że przyczyna konfliktu leży także po jej stronie. Są szkoły, gdzie pracują starzy nauczyciele, dożywający swych lat. Różnie z nimi bywa. Czasem wystarczy uszanować ich ambicję i poczucie godności, połechtać ich często wybujałe ego, by współpraca układała sie poprawnie. Nie wystarczy mieć poczucie racji czy wręcz pełnienia misji - czasem trzeba ustąpić.
Pisałem, że i mnie zdarzało się uczestniczyć w konfliktach z nauczycielami - niestety - "starej szkoły". Którzy próbowali manipulacji, zwykle skutecznych. Wiedzieli z doświadczenia, że jak dziecko załapie parę "dwój" to rodzic zgrzecznieje. W jednym przypadku skończyło się rozmową ostrzegawczą ze sporządzeniem z niej notatki dołączonej do akt. Po tym pani nauczycielka ciężko się rozchorowała i poszła na roczny - płatny - urlop dla poratowania zszarganego zdrowia. .W drugim - dość młoda stażem nauczycielka miała "poślizg" w ścieżce awansowej. Nie zależało mi nigdy, by synowie mieli na świadectwach "piątki" i "szóstki" - ważniejsze, co umieli. I czego w szkole nie nauczyli się.
@Czesław podaje przykłady niepedagogicznego - jego zdaniem zachowania nauczycieli. I chybia. Dlaczego nauczyciel ma tolerować rozmowy dziecka przez telefon czasie lekcji? Albo ściąganie na klasówce? Historia z lusterkiem krążyła kiedyś po sieci - w rożnych wersjach. Pyta mnie, gdzie byłem? Nie wiem - może czytałem książkę, może pracowałem na działce. Jestem na emeryturze. O konflikcie w szkole w Lubczynie dowiedziałem się z artykułu w "GS24". Czy w życiu zrobiłem coś pożytecznego - nie wiem. To, co dla mnie i ludzi mojej profesji było ważne, z czego byliśmy dumni, dziś budzi śmiech i politowanie. Albo wręcz oskarżenia. @Czesław woli obrzucać mnie obelgami - całkiem chybionymi - niż odpowiedzieć na proste pytania. Zapytałem o wyniki testu kompetencyjnego. Nie trzeba czekać na oficjalne wyniki - przecież dzieci dość dobrze wiedzą, czy odpowiedziały prawidłowo na pytania testowe. Czy test jest miarodajny, czy w sposób obiektywny ustala faktyczny poziom wiedzy ucznia, jego pracę i umiejętności - to inna kwestia. Ale obowiązuje i może dla dziecka (raczej rodziców) wiele stanowić o przyszłości. Zapytałem, czy jest prawdą przenoszenie dzieci do innych szkół. Są to dane sprawdzalne, więc można odpowiedzieć. Widocznie łatwiej jest obrzucać oponentów inwektywami, posuwać się do insynuacji i aluzji, sugerować jakieś bliżej niesprecyzowane pobudki niz odpowiedzieć na to proste pytanie. Pytałem o udział w konkursach - cisza. Na stronie internetowej szkoły jest tylko informacja o konkursach na szczeblu szkoły. Naprawdę uczniowie nie nigdzie nie starują, nie mają żadnych osiągnięć? Zapytałem także, czy szkoła to właściwe miejsce na organizowanie imienin księdza. Czy pani dyrektor organizuje podobne uroczystości innym solenizantom? Z wręczaniem portretu solenizanta? I jak się to ma do zasad, którymi podobno kieruje się szkoła? Czy to są pytania religijne? Zwłaszcza, że swój portret ksiądz zdążył namalować sam sobie - była dość głośna sprawa, gdy znana (głównie ze skandali) "piosenkarka" Dorota Rabczewska przekazała wysokie datki na dwa wiejskie kościoły - w Ładzinie i Bożysławcu. Obaj księża oczywiście wyparli się tego. Więc jak to było - ks Staśkowiak odmówił przyjęcia pieniędzy? Wziął ale oddał? Czy wziął, a jak się wydało to się wyparł? Co znaczy zatem zwrot o "rzekomym datku"? A jeżeli wziął, to co z nimi zrobił?
Rady @Czesława, by się wziąć do pracy zamiast intrygować są słuszne. Szkoda tylko, że jest zwolennikiem tezy, że aby coś zbudować nowego, należy zniszczyć stare - zacząć od zera. Mam powody uważać, że jest wrogiem wszelkich układów, klik, koneksji, jeżeli nie ma tam jego. Tam, gdzie jest, są zdrowe, oparte na koleżeństwie i wzajemnym zaufaniu zespoły.

Użytkownik zdziwiony edytował ten post 20 maj 2013 - 00:55


#150 ~eG~

~eG~
  • Goście

Napisano 20 maj 2013 - 09:46

Sam se załóż profil, panie swojak, zamiast innych pouczać, co i jak mają pisać. Wielki uczony i profesor Pierdzimączka się znalazł. Przeważnie tacy ludzie jak pan są zadufani w sobie, że pierniczą im się dotacje z gminy z dotacjami z MEN-u, itd. Pan to chyba już samego siebie nie lubisz, co? Jedynym pana celem w życiu, jak tutaj widać, jest pisanie piętrowych tyrad, ktore powodują jedynie wielkie ziewanie. Najpierw do szkółki niedzielnej w Dziwnowie, nauczyć się, kto i co dotuje, a dopiero potem zabierać się do pouczania innych. W przeciwnym razie jest to kompromitacja, że już zza tego winkla to już pan do końca życia nie powinien się wychylać. Oto prosty przyklad, co ten swojak wypisuje: Chyba dyrektorka wie najlepiej, komu i z czyich pieniędzy płaci? Są to dotacje MEN-u, nie gminy. Gmina właśnie pozbyła się ciężaru poprzez przekazanie szkoły innemu podmiotowi, tj. Fundacji.Gmina pobiera czynsz i inne opłaty z tytułu wynajmu, czy dzierżawy. Jest jedynie "przekaźnikiem", "księgowym" MEN-u, czyli wypłaca pieniądze przekazane z Warszawy, na konto szkoły. I to jest wszystko, co interesuje gminę.
O pensjach wypłacanych nauczycielom lub księdzu, decyduje absolutnie niezależnie, samorządnie dyrektorka. Gmina nie ma prawa nawet stęknąć na ten temat. Natomiast ma prawo kontrolować i nadzorować, czy pieniądze są gospodarowane zgodnie z prawem oraz odnośnymi przepisami.

Tak żeś pan zacietrzewił w smarowaniu d... gazecie, że już nie zważasz, że tak precyzyjne informacje, zresztą klamliwe, lub celowo spreparowane, nie mogą pochodzić z Dziwnowa. Jeżeli nie pochodzą z Dzwinowa, to albo musisz być pan nasłany agent, płatny "klakier" gazety, albo masz ścisłe powiązania z oszczercami z Lubczyny. Co na jedno zresztą wychodzi...

Tak więc zamknij pan wreszcie swój parszywy, agenturalny dziób, bo tylko przyczyniasz się do siania nienawiści, a niczego nie chcesz rozwiązywać, ani w niczym pomagać. Czy to mało ma ten kraj takich zasr... pomocników za dychę?


I tu się mylisz.Szkoła w Lubczynie jest szkołą publiczną dlatego dotacja dla niej składa się z subwencji,która idzie z budżetu państwa i z dotacji,która idzie z budzetu gminy.Gmina łoży na szkołę w Lubczynie,w przeliczeniu na ucznia, takie same pieniądz jak na własne szkoły.Tak nakazuje Ustawa.Właśnie dlatego rozrózniamy szkoły niepubliczne (społeczne) dotowane tylko z budzetu państwa (subwencja) i szkoły publiczne prowadzone przez inny organ jak jst dotowane z dwóch źródeł z budżetu państwa i budżetu jst.




Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych